sobota, 19 maja 2012

Rozdział 8


Alice na każdej lekcji siedziała jak najdalej ode mnie. Jezu, co za typ. Bronię przyjaciół a ta ma mi jeszcze za złe. Reszta klasy też mnie nie lubi bo zadaję się ‘ z tymi sławnymi’. Teraz już wszyscy w szkole są przeciwko mnie. I weź tu bądź normalny. Jesteś chamski – odwracają się od Ciebie, jesteś miły – robią to samo. Och, nie  ważne. Sprawdzian z niemieckiego do którego tak się uczyłam kilka dni temu… Z tego stresu zapomniałam do której klasy chodzę i jak się pisze moje nazwisko. Co za łeb, nie zaliczę tego. Dostanę 1. A to pech, raz się żyje. Wyjęłam zeszyt i spisałam wszystko słowo w słowo. Oddałam kartkę i wyjęłam telefon bo poczułam wibracje w kieszeni.

„ Wszyscy u nas w klasie Cię obgadują, coś Ty zrobiła ? ~Harry.”
„ Nic nie zrobiłam, to wszystko przez was. Że was bronię, że z wami spędzam czas.”

Czekałam i czekałam, ale odpowiedzi nie dostałam, co za pech. Na szczęście niemiecki był ostatnią lekcją, więc tuż po dzwonku wybiegłam przed wszystkimi ze szkoły i weszłam do czarnej „beemki”
O dziwo, za kierownicą nie siedział siwy, łysiejący już Josh tylko jakiś … murzyn z łańcuchem na szyi a na siedzeniu obok – pewnie jego kolega. W samochodzie śmierdziało alkoholem i fajkami. Od razu zauważyłam że pomyliłam samochody. Kiedy pociągnęłam za klamkę usłyszałam śmiech, zamknęli drzwi. Są przezabawni, boki zrywać.
- Wypuść mnie. – spojrzałam w zaciemnione okno
- Nie, sama tutaj weszłaś. – kierowca przybił ‘piątkę’ z drugim czarnuchem i się zaśmiał co miało niby oznaczać przekomiczny żart.
- Gdybym zauważyła że to nie samochód znajomego nawet bym na was nie spojrzała.
- Och, ale buntowniczka – kolejny żart.
- To było dobre, ziooom
- A Ty co ? Za długo w piekarniku leżałeś ?  - kierowca się odwrócił i już wiedziałam że sobie nagrabiłam
- HAHAHA ale Ci śmiesznie oczy z tą spaloną skórą kontrastują. – wskazałam na niego palcem i wybuchłam śmiechem
- No to mała, już po tobie – coś tam burknął pod nosem ale się nie przejęłam dopóki nie usłyszałam pisku opon co miało oznaczać że samochód ruszył.
- Dobra, weź mnie wypuść bo mój tata się wkurzy. A jeżeli nie dojadę na 15:30 do domu to mnie namierzy, a wy wylądujecie za kratkami.
- Grozisz czy obiecujesz? – ruszył brwiami
- Grożę. Nie wiem jakie macie zamiary ale coraz bardziej mnie wkurzacie. – Samochód się zatrzymał – no brawo, umiesz już używać hamulca to teraz wciśnij tamten prostokątny przycisk, a dam Ci cukierka w nagrodę.
- Ha, ha. Przezabawne. Ale właśnie dojechaliśmy tak, gdzie nawet twój kochany tatusiek nas nie znajdzie.  – murzyn obok zawtórował śmiechem. Obaj wysiedli z samochodu.
- No, wysiadaj. Tak bardzo chciałaś to zrobić – otworzył drzwi i wskazał ręką na stary, zniszczony budynek.
- Nie. Teraz mi się nie chce. Jakbyś mi to zaproponował 10 minut wcześniej może bym wyszła. – zapięłam się pasami i odwróciłam w przeciwną stronę.
- Okej, rozpieszczona dziewucho powoli zaczynasz mnie denerwować więc albo wychodzisz albo Cię zastrzelę.
- Po pierwsze : nie jestem rozpieszczona, tylko dobrze wychowana w porównaniu do Ciebie, a po drugie… Grozisz czy obiecujesz ? – uśmiechnęłam się w jego stronę. Usłyszałam śmiech tego czarnego przydupasa. Chwilę po tym ktoś przybił mi dość mocne high five na policzku.  Z kamienną miną się odwróciłam.
- Już po Tobie – posłałam mu groźne spojrzenie i wyjęłam z plecaka scyzoryk i pieprz w sprayu

_____________________________________


Wiem że nudnawy ale jakoś już mi się skończyły pomysły na pisanie. W ramach rekompensaty za to że nie pisałam około tygodnia, dzisiaj wieczorem postaram się dodać nowy rozdział który już zacznę pisać. Nie mam w zwyczaju pisania rozdziału w week, bo wiecie - ja też chcę odpocząć od wszystkiego.

+ Dziękuję za przemiły komentarz i nowego obserwatora.
Ciągle się zastanawiam czy tego bloga czytają tylko 4 osoby, czy po prostu komuś nie chcę się dodać do obserwatorów?

1 komentarz:

  1. Wow.
    Podziwiam ją.
    Jakbym wsiadła do samochodu z czarnuchem to bym się zlękła i wybiegła z piskiem, a ona jeszcze tak z nimi odwaznie zaczynała.
    lol.
    woow, dreszczyk emocji.
    dealej, dalej!

    OdpowiedzUsuń