- co
jest ? – spytał Harry otulając ręką i wpychając loczki obok mojej głowy
- widziałeś tą skwarkową brundi ? to ma być niby moja rodzina - wymamrotałam
- hmm, w sumie to nie jest taka zła – Harry się skrzywił
- Coś sugerujesz – spojrzałam na niego jak na idiotę
- Nie, tylko mówię że… no zobaczysz, na pewno się dogadacie ! – uśmiechnął się
skrępowany
- Ale ja nie mam wcale zamiaru na nią patrzeć, wychodzę. – podniosłam się z
łóżka.
- Nie możesz. -wtrącił Zayn
- Wszystko mogę, a co zakażesz mi ?
- Jeżeli będzie to konieczne
- Hahaha ! Dobre żarty, ale ze mną nie wygrasz
– otworzyłam drzwi i szłam w kierunku schodów.
- Żebyś się nie zdziwiła - objął mnie rękami i przeniósł na drugi koniec
pokoju.
- To nie jest śmieszne – pobiegłam w kierunku drzwi, przekraczając próg
trzasnęłam drzwi i zbiegłam po schodach. Na dole przy szafce z butami stał tata
obściskując się z tą dziunią.
- Tato, z wiekiem gust Ci się pogorszył, ona jest wstrętna – uśmiechnęłam się i wyszłam z domu.
- Gdzie teraz? –pomyślałam – Ruszyłam w stronę miasta. Tam jest dużo ludzi więc
na pewno nikt mnie nie znajdzie. Po 30 minutach krążenia po sklepach, butikach
i różnych restauracjach trafiłam do Nandos. W stoliku, w rogu siedział blondyn. Podbiegłam do niego i usiadłam na krześle
obok.
- Hej, co tu robisz? – uśmiechnęłam się szeroko
- Siedzę… i czekam na zamówienie – jego głos był taki monotonny i nudny
- Ej co jest ? Nie poznaję tego Niall’a którego widziałam kilkanaście godzin
temu.
- Nic. Jestem głodny. To przez to – niebieskooki rozglądał się po restauracji
- Kłamiesz. Ty zawsze jesteś głodny, a jakoś inaczej się zachowujesz. Powiedz
prawdę.
- Mówię .. nic się nie stało. Nie wiem do czego zmierzasz. A Ty co tu robisz?
Nie powinnaś siedzieć w domu – oparł brodę na rękach
- Okejokej, nie zmieniaj tematu, albo mówisz mi o co chodzi albo zaraz –
wzięłam nóż z ostrym czubkiem który
przyniosła kelnerka – wbiję go sobie w rękę – uśmiechnęłam się wymachując
nożem.
- Yy, nie zrobisz tego. – wytrzeszczył oczy, a ja w między czasie przejechałam
ostrym końcem po dłoni, gdzie po chwili pojawił się bąbelek krwi, Niall patrzył
na moją rękę z otwartą buzią.
- Jesteś pewien ? Chyba za słabo mnie znasz – uniosłam nóż do ręki i z zamachem
upuściłam w stronę dłoni
- NIE ! NIE RÓB TEGO – Niall zakrył oczy i się odwrócił.
- Okej, już, nie mam noża. Czyli co się dzieje ?
- No nic, po prostu mi smutno. Jak szedłem po mieście to Directioner mnie
wyzywały i namawiały żebym odszedł z zespołu… I teraz tak myślę że…
- Nie ! Wcale tak nie myślisz ! Nie odejdziesz z zespołu póki ja Ci nie pozwolę
– zerwałam się z krzesełka aż wszyscy w nandos na mnie spojrzeli.
- No w końcu Cię znaleźliśmy ! – krzyknął Harry wchodząc do knajpki.
- upss… - szepnęłam
- Czy Ty jesteś poważna ?! Wiesz ile Cię szukaliśmy ?! Nawet telefonu nie
wzięłaś ! Twój tata i… no, martwił się o Ciebie ! Ja też się martwiłem ! – przytulił mnie mocno
- Okej, już. Nie jestem dzieckiem. Umiem sobie poradzić. Wyszłam cała z
porwania, więc pokonanie kilku przejść dla pieszych raczej nie byłoby wielkim
wyzwaniem.
- Co nie zmienia faktu że jesteś głupia, bo nikt nie wiedział gdzie jesteś i
jakby Ci się coś stało to …
- Ten znowu zaczyna. Jezu, ludzie. Wy głusi jesteście ?! NIC MI NIE JEST !
JESTEM CAŁA ! I jeżeli wam przeszkadza to że od czasu do czasu chcę wyjść żeby
złapać trochę powietrza, okej. Wrócę do domu, włączę laptopa i będę przy nim
siedziała 24 godziny. Dajcie mi spokój. – wybiegłam z budynku zmierzając w
stronę parku. Ze łzami w oczach usiadłam na ławce, na której nikt nigdy nie
siedział. Zawsze tutaj się umawiałam z Alice…
Po około godzinie zaczęło mi się nudzić.
Nie mam ani telefonu, ani mp3, ani nic z czego mogłabym posłuchać muzyki. Jej !
Nie mam z czego zadzwonić żeby tata, albo Liam po mnie przyjechali, nie mogę
wejść na twittera. Jezu, moje życie bez telefonu lub laptopa było by istną
porażką ! Moim hobby zostało by w takim razem nic nie robienie , lub patrzenie
w ścianę.
- Siema ! nie wiesz może która godzina –
obok mnie stanęło dwóch chłopaków wyglądali na dresów.
- Niestety, nie mam telefonu - jak
jeszcze mama żyła powtarzała żeby nie rozmawiać z obcymi
- A co tutaj robi taka ślicznotka, sama w takim ciemnym parku i o tej godzinie
? – usiedli obok mnie
- Właśnie wraca do domu, nara – wstałam i ruszyłam wzdłuż wydeptanej dróżki. W
tle usłyszałam tylko śmiechy, przyśpieszyłam tępo żeby mieć pewność że żaden z
nich za mną nie idzie.
- Jejku, przepraszam! Nie chciałam ! – wpadłam na kogoś, nie widziałam jego
twarzy ale wiem że był kilka centymetrów wyższy ode mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz