wtorek, 22 maja 2012

Rozdział 10


- Dobra chodźmy już, bo może zaczną się domyślać czegoś. – pociągnęłam go z rękę
- Poczekaj, mam jeszcze jedną prośbę. Mogłabym napisać jednego sms’a ? Proszę. – nie był za chętny, ale dał mi telefon.
- Tylko nic tamtym nie mów.
- Nie mam zamiaru w ogóle się do nich odzywać.

„Harry, piszę do Ciebie bo pamiętam tylko Twój nr. Telefon wzięłam od Jace’a ( jedyny normalny tutaj). Spokojnie, nic mi się tu nie dzieje, proszę znajdźcie mnie szybko bo się stęskniłam za wami. Jestem w starym wieżowcu, który płonął 6 lat temu. XOXO Suzan”
Po wysłaniu wiadomości telefon wrócił do właściciela, a ja do tamtych czarnuchów. Non stop pili, palili i się śmiali z żartów które nie były nawet śmieszne. Po 20 minutach wszyscy ucichli, znów poczułam się nieswojo. Słyszałam szepty na przemian z krzykami, nie dochodzące z tego pokoju.
Chwila nadziei : A może przyszli po mnie ? Może już wrócę do domu ?
TAKK ! Zobaczyłam około 7 policjantów wbiegających tutaj, kiedy przyglądałam się tej całej akcji ktoś pociągnął mnie do tyłu. To był Jace.
- Słuchaj, wiem że tak krótko się znamy i teraz pewnie wyląduję w poprawczaku, lub w więzieniu ale … - w tym momencie dał mi kartkę z jakimiś bazgrołami – napisz do mnie kiedyś. – uśmiechnął się, przytulił i zaraz po tym zabrała go policja, tak jak w amerykańskich filmach, zero oryginalności.
- Wszystko w porządku  ? – zobaczyłam za sobą mulata z dość przejętą miną.
- T – tak , wszystko w porządku. Jezu Zayn ! – rzuciłam się w jego stronę, naprawdę bardzo mocno go przytuliłam. Poczułam świetne perfumy. – ładnie pachniesz – odsunęłam się na chwilę, żeby znów móc zawiesić się na jego szyi i poczuć ten zapach. – Tak w ogóle, to gdzie reszta? – nadal na nim wisiałam, chociaż już wszyscy wyszli a my zostaliśmy sami.
- Bali się wejść.
- Mrr, Zayn badboy – ruszyłam znacząco brwiami – lubię takich – i wybuchliśmy śmiechem.
- Dobra chodź już bo pewnie znowu się martwią – ruszył przede mną a ja wskoczyłam mu na plecy, jednak on się nie sprzeciwił i przytrzymał moje chude nogi żebym nie spadła.


- No idą w końcu ! – Nialler wskazał na nas palcem i podbiegł pierwszy mnie przywitać – Matko i Córko, ja najbardziej się o Ciebie martwiłem ! A jakby coś Ci zrobili ? Bo… nie zrobili, prawda? – odsunął się kawałek i zaczął piszczeć- AAAAAAAAAa krew, weźcie dzwońcie na pogotowie
- Aach, too – podrapałam się po głowie i zmarszczyłam brwi – no bo jeden miał broń…
- Postrzelił Cię ?!
- Yyy, no tak. Ale spokojnie już nie boli, ani nie krwawi. Jest dobrze – uśmiechnęłam się szeroko i pokuśtykałam do samochodu.
_________________________________________________

Sorky ze taki krotki ale nie wiem co dalej, nastepny dam dluzszy ;3

1 komentarz:

  1. teraz znalazlam twojego bloga
    i jest zajebisty i pisz dalej
    Buziaczek ;*

    OdpowiedzUsuń